Menu

dzień za dniem

rak to chuj

guciob

Rozumiem, gdy nowotwór zżera człowieka, który ponad pięćdziesiąt lat pali i ma guza na płucach i przerzuty. Sam sobie winien, niech zdycha. Ale co takiego zawinił ktoś kto nie miał żadnych szans z nowotworem żołądka i przerzutami na cały organizm. Franek, wnuczek mojego kuzyna, noszący nasze nazwisko. W styczniu skończyłby dwa lata, odszedł w nocy. Każą wierzyć w cuda i jakiegoś boga, a jak jest potrzebny, to go kurwa nie ma!

Dallas'63

guciob

I jak tam, pewnie myśleliście, że już mnie nie ma? Niestety jeszcze - kurwa - żyję.

Stephen King "Dallas'63".
Lubię czytać książki o podróżach w czasie. Przynajmniej w chwili czytania uświadamiają, że można zmienić swoją przeszłość. Szkoda, że w rzeczywistości nie mogę cofnąć się w czasie i spowodować, że bym się wcale nie urodził. O ile łatwiej by z tym było. 
Książkę Kinga czyta się świetnie, jak zawsze dobrze napisana, sporo fajnej akcji, dobrego humoru i zaskakujących pomysłów. Bohater książki ma się przenieść w czasie, by zapobiec zamachowi na Kennedy'ego. Gdy mu się to udaje, świat wygląda o wiele gorzej, niż w rzeczywistości. I wszystko trzeba odkręcać. Przez całą akcję rozwija się mocny wątek miłosny i mimo, że przez większość książki mnie denerwował, to na koniec wzruszył. Pewnym minusem jest odwoływanie się do przebojów filmowych, literackich, muzycznych, czy telewizyjnych z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Klasykę zna każdy, ale szczegóły to chyba tylko znane są ludziom w tamtych czasach żyjących w Stanach. O wiele lepiej brzmi to w miniserialu, który kiedyś oglądałem na podstawie tejże książki. Generalnie polecam, mimo objętości (ponad osiemset pięćdziesiąt stron) czyta się bardzo dobrze.

Dallas.63
Na oku mam już trzy kolejne książki, zdecydowanie bardziej poważne. Ale raz, że czekam jeszcze na premierę jednej z nich, a dwa że zamówię je bliżej listopada. Pierwszy i jedenasty wolny, do tego kilka dni urlopu, odbiór za soboty, będzie sporo czasu na lekturę.

Kolumbowie Rocznik 20

guciob

Roman Bratny "Kolumbowie Rocznik 20". Lata mijają, a książka ciągle robi mega wrażenie i prowokuje zastanowienia się na sprawami naprawdę ważnymi. Fabuły nie będę opisywał, bo albo ktoś w ogóle nie zna tematu, albo kończył szkoły po wyrugowaniu z niej kanonów literatury polskiej i historii XX wieku. Dla mnie jest to jedna z podstawowych lektur dotyczących historii Polski. Z niesamowicie zarysowanymi postaciami na tle ważnych wydarzeń. Z całym przeglądem ówczesnej rzeczywistości od beztroskiej zabawy po tragizm śmierci. Od głupiej miłości po odnajdywanie się w nowej rzeczywistości. Trzy części dziejące się w latach 1942-1948 pozwalają dostatecznie chyba zrozumieć wybory i tragedię "Pokolenia Kolumbów", sens konspiracji, nadzieję Powstania Warszawskiego, czy powojenne rozczarowania. Wielka rzecz, która zawsze powinna być lekturą szkolną.

Po przeczytaniu obejrzałem też serial na podstawie książki. Różnice między książką a filmem są znaczne i to bez względu na to, że w serialu scenariusz i dialogi pisał Bratny. Film kończy się Powstaniem Warszawskiem, podczas gdy w książce przecież jest jeszcze część trzecie, nie wiem, czy nie najważniejsza, bo przedstawiająca losy żołnierzy Armii Krajowej po zakończeniu wojny. Wybór powrotu do Polski z Zachodu, nadzieje na III Wojnę Światową, która wyzwoli Polskę, prześladowania i morderstwa ubecji w kraju, cały tragizm rozczarowanych pojałtańskim porządkiem świata. Domyślam się - bo nie znalazłem nigdzie potwierdzenia - że część trzecia przeszła przez cenzurę, gdy nieco zelżał stalinizm po '56 roku (książka wydana w 1957 roku), co nie było już takie łatwe przy serialu powstałym w 1970 roku. A szkoda, bo tą historię należy opisywać w całości od Małego Sabotażu i Szarych Szeregów po ubeckie cele i  bezimiennego groby Bohaterów.

498801-352x500

przegląd tygodnia

guciob

Dzień za dniem leci, a ja ciągle na urlopie. I co dzień trochę spraw załatwiam. Odebrałem na przykład nowy dowód osobisty. Wreszcie po tylu latach nie ma w nim wpisanego adresu zameldowania. A niestety ciągle jest to adres bemowski. Na szczęście to się za niedługo zmieni, bo już poczyniłem starania, by to zmienić. Kolejnego dnia odwiedziłem z kolei notariusza. W sumie szok ile hajsu ściągają za gówniane przecież dokumenty. Zastrzegłem sobie to i owo w oświadczeniach woli, zabezpieczyłem testament i wydałem pewne pisemne dyspozycje co do czynności podejmowanych w momencie powzięcia wiedzy o zejściu mojej osoby z tego świata, niezależnie od terminu i sposobu. Trochę mnie to nerwów i pieniędzy kosztowało, ale w końcu na to miała iść kasa ze sprzedaży laptopa. A to co zostało poszło na kaucję za pokój w kolejnym tymczasowym miejscu tymczasowego pobytu. W sumie lokalizacji lepsza niż poprzednia, nieco bliżej do pracy. Na poprzednim miejscu będą budować hotel z prawdziwego zdarzenia, a nie jakiś gówniany hotel robotniczy. Także zdążyłem się jeszcze przenieść. Dużo tego nie ma. W jednej torbie ubrania, ręcznik i kosmetyki, w drugiej graty kuchenne i pościel, w trzeciej książki. Im jestem starszy, tym mniej posiadam :). Teraz jeszcze przymierzam się do znalezienia miejsca przechowywania książek. Wtedy wszystkie miałbym w jednym miejscu. Póki co to są miejscówki, gdzie za najmniejsze pomieszczenie płaci się około stu złotych miesięcznie, więc muszę się zastanowić, czy za chwilę takie pomieszczenie nie będzie na przykład za małe i czy nie lepiej od razu wziąć nieco większe, co za tym idzie za większe pieniądze. Zobaczymy. To znaczy zobaczę, ja sam :).

W ramach prezentu imieninowego zamówiłem i odebrałem sobie: Stephan King "Dallas'63" (ostatni nic Kinga nie czytałem, wszystkie horrory dawno przeczytane, to czemu nie coś innego, obszernego) oraz Ferenc Molnar "Chłopcy z Placu Broni" (nieco przypadkowo wpadła mi w oczy najlepsza - obok "Kamieni na Szaniec" - książka z lat dzieciństwa, to czemu ma nie posiadać jej nowego wydania :).

Zajebistą sprawą jest to, że ostały się pojedyncze już tylko osoby, które składają mi życzenia urodzinowo-imieninowe (a i świąteczne przecież też), jeszcze trochę i tych też już nie będzie. 

W niedzielę graliśmy z Lechem w Poznaniu, mecz ślepego z kulawym, bo taką formę ostatnio mają obie drużyny. Wybrawszy się na mecz do knajpy przynajmniej zjadłem zajebiste racuchy z jabłkami. Poza tym przegraliśmy 0:3, co nie jest jeszcze najgorsze. Tym był fakt, że nawet kurwa nie podjęliśmy walki! Nikt nie zagrał dobrze, żadnych schematów, pomysłów, czegokolwiek. Dno. Jedynym plusem było to, że nowy trener nie owijał gówna w sreberko tylko pojechał po kopaczach i zapowiedział porządki. Szkoda tylko, że do przerwy zimowej jeszcze nie raz zaliczymy tak żenujący mecz. Po jedenastu kolejkach mamy bilans 5-1-5, w tym pięć porażek na wyjazdach. Chujowo, jak na obrońców tytułu. Miało to swój oddźwięk po powrocie kopaczy, na których czekał komitet powitalny, oprócz Malarza i Kucharczyka większość zaliczyła wpierdol, co zwłaszcza dla zagranicznych może będzie przetłumaczeniem, że tu jest Legia i tu się zapierdala, a nie spędza czas w klubach i burdelach. A jeśli płaczki chcą teraz rozwiązać kontrakty z winy Klubu, to tym bardziej niech spierdalają. 

W poniedziałek pojechałem sobie na cmentarz pogadać z rodzinką. Zima idzie, czuć już to w powietrzu, rześko jak cholera, do tego nieprzyjemny wiatr, zmarzłem. Może się rozchoruję i zdechnę. Póki co jednak jeszcze niestety żyję.

Jesień na Wólce:

20171002_110446
20171002_100210
20171002_100405
20171002_111852


Słyszałem w radio, że ma padać do końca tygodnia. W sam raz na spacery na zakończenie urlopu. 

Tragarze Śmierci

guciob

Witold Gadowski, Przemysław Wojciechowski "Tragarze Śmierci". Kolejne wydanie książki, która uprzednio miała jeszcze podtytuł Polskie związki ze światowym terroryzmem. Podtytuł nie do końca adekwatny, stąd pewnie jego usunięcie przy nowym wydaniu. Książka dzieli się na trzy części i opowiada o głównych postaciach terroryzmu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Mamy więc tutaj rozdział poświęcony jednemu z przywódców Czarnego Września, czyli arabusów odpowiedzialnych za masakrę na Igrzyskach w Monachium, którego to Abu Dauda najprawdopodobniej Mossad próbował sprzątnąć w warszawskiej Victorii. Kolejna część dotyczy największego przez rzekomo Bin Ladenem terrorysty świata, czyli Carlosa, playboya i rozpustnika, który mordował w imię lewackiej ideologii. Tej samej, dla której działali opisani w części trzeciej członkowie Frakcji Czerwonej Armii (Baader-Meinhof).

Książka prowadzona jest w postaci reportaży śledczego, w dodatku z dużym zacięciem fabularnym, przez co może wydawać się nieco chaotyczna. Nie mniej czyta się ją z dużym zaciekawieniem. Wszystkie trzy historie są mi znane skąd inąd, ale tutaj każdy rozdział przyniósł kilka ciekawostek. Autorzy przeprowadzili szereg badań archiwalnych, między innymi w czeskim IPN, czy w niemieckim Instytucie Gaucka, spotkali się z uczestnikami wydarzeń, w tym z samym Abu Daudem i Carlosem, z członkami RAF, oficerami polskiej SB i nawet z Kiszczakiem, by poznać jak najwięcej faktów z opisywanych historii. Oczywiście większość ludzi, z którymi rozmawiali cechowała amnezja, niepamięć konkretnych spraw i uwypuklanie innych, nie mniej sporo informacji jest zebranych w całość.

Oczywiście najciekawsze są fragmenty dotyczący polskiego udziału w światowym terroryzmie z tamtych lat. Tutaj należy zaznaczyć, że był to terroryzm głównie lewicowy, komunistyczny, stanowiący jedno z wielu ramion walki państw socjalistycznych ze "zgniłym" Zachodem. Efektywnie wspieranym przez służby specjalne tychże państw, które dawały broń i pieniądze, bazy szkoleniowe, zapewniały leczenie i setki fałszywych paszportów. W książce głównie wymienione są służby bezpieczeństw Węgier, Rumunii i NRD, ale przewija się też polski wątek. Oczywiście nikt nie przyzna się do współpracy, a dokumenty dawno zostały poniszczone. 

Mi najbardziej przypadł do gustu, jeśli można tak to nazwać, rozdział o Frakcji Czerwonej Armii, ich ideologia i zbrodnicza działalność to jedno, ale jest jeszcze drugie dno, które ukazuje nam czasy dzisiejsze. Mianowicie RAF wziął się z tak zwanej rewolucji 1968 roku, protestów przeciwko wojnie w Wietnamie, rewolucji seksualnej i wolnościowej. Dorosło pokolenie dzieci urodzonych w okolicach II Wojny Światowej, które doszło do wniosku, że im wolno więcej, w polityce, społeczeństwie, obyczajowości i przy pomocy lewackiego (lewicowego wtedy) sosu postanowili drogą rewolucji zmienić ustrój panujący w Niemczech Zachodnich (próbowali i w innych krajach, stąd choćby Czerwone Brygady we Włoszech, czy Action Directe we Francji). Jedni poszli w terroryzm i dzisiaj są zapomnianymi starzejącymi się nieudacznikami, których próbuje znów na sztandary wynieść lewacka młodzież. Inni z kolei w politykę i do dziś wywierają wpływ na scenę polityczną (Joschka Fischer, Daniel Cohn-Bendit i inni). Ci inni już w tamtych czasach nawiązywali kontakty z Polską, zarówno z ludźmi ze służb, jak i ze środowiskami rzekomej opozycji. Stąd przyjaźń Cohn-Bendita z Michnikiem i wychwalanie rewolucji'68 przez środowisko Gazety Wyborczej, stąd uwielbienia do wszelkiego rodzaju lewicowych i lewackich pomysłów, promowanie beznarodowości, rozpasania seksualnego (vide poglądy Cohn-Bendita na pedofilię), wolnych narkotyków i całej masy idiotycznych pomysłów z tamtych lat.

Czytając ten rozdział cały czas miałem przekonanie, że tamte wydarzenia dzieją się cały czas, że to niekończący proces, wystarczy spojrzeć na działania Unii Europejskiej, będącej już teraz zaprzeczeniem idei swojego powstania, na zblatowania ówczesnych złych z dobrymi, którzy teraz siedzą na szczytach władzy w jednym, czy drugim kraju, na działalność Antify, czego dowód mieliśmy w tym roku w Hamburgu i Stanach Zjednoczonych, na sprawy w Polsce, gdzie autorytetm robi się Urbana, a przyjmujący chuja do dupy Biedroń ma być "nadzieją polski postępowej" na prezydenta, jeśli do tego dodamy szaleństwo gender, próby legalizacji narkotyków, wszechobecnych pedałów i innych seksualnych wykolejeńców, to widać że dzieci rewolucji 1968 roku zarówno po stronie zachodniej, jak i wschodniej mają się całkiem dobrze. I tylko od części konserwatywnej zależy, jaki opór tym zboczeniom będzie dany. Na szczęście Europa powoli, bo powoli, ale przegląda na oczy. Węgrzy trzymają się mocno, u nas też dajemy radę, Trump robi swoje, tak samo jak i Brexit, oznaki widać również we Francji (porażka partii Macrona w wyborach do senatu w chwilę przecież po podwójnym zwycięstwie), czy w Niemczach (słabe mimo wygranej wyniki CDU/CSU, najgorszy w historii wynik SPD, czy bardzo dobry wynik AFD, oczywiście ta ostatnia po zwalczaniu islamistów weźmie się za mniejszości narodowe, w tym Polaków, ale nie to w tej chwli jest istotne, choćby dlatego że rządzący w NIemczech od lat wcale Polakom życia tam nie ułatwiają). Może przyjdzie pora na inne kraje, gdy ludzie z '68 będą za starzy na codzienną walkę, a ich następcy nie będą mieli tyle rewolucyjnego zapału. Chyba, że wcześniej zaczną się walki uliczne z brudasami, wtedy wiadomo kto będzie stał po czyjej stronie. Ale to już inna historie, mimo że mająca swój początek opisany w "Tragarzach Śmierci".

tragarze-%C5%9Bmierci

© dzień za dniem
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci