Menu

dzień za dniem

zaskoczenie

guciob

No nie powiem, zaskoczenie jest. Nową umowę o pracę dostałem. Tym razem na dwa lata. Trochę się nie spodziewałem, ale niech już będzie. Zwłaszcza, że teraz jej rozwiązanie będzie dużo prostsze. 

Śmierć Frajerom. Złota Maska.

guciob

W pracy ostatnio zadano mi pytanie dlaczego jestem sam. Miałem coś odburknąć w swoim stylu, ale postanowiłem jedynie niegrzecznie odpowiedzieć pytaniem, za pytaniem: "A do czego potrzebna mi jest kobieta?". Sam od razu na nie odpowiedziałem mówiąc, że jedynie do przekazania genów, a to dawno przestało być priorytetem i nie wiem do końca, czy kiedykolwiek było. Przecież nie będę się wdawał w szczegóły mojego życia, wszystkich niepowodzeń i rozczarowań, ograniczeń i chorób, bo dziś pracuję, jutro nie i z nikim nie zawieram na tyle bliskich znajomości, by się z czegokolwiek spowiadać. Zwłaszcza, że jedyną konkluzją byłoby to, że większość kobiet spotykanych w moim życiu to głupie cipy, mające wysokie mniemanie o sobie, myślące tylko o sobie i mające w dupie moje uczucia, potrzeby czy oczekiwania, co przyznam po latach mnie nie dziwi nic, a nic, znam doskonale swoje ograniczenia. Żal, że kiedyś w ogóle się za to zabierałem, stracone lata. Tak więc rozmową w pracy została dosyć szybko przeze mnie ucięta. Zresztą, jak wszystkie inne zmierzające do tematów osobistych, nie związanych z pracą. Mnie nie interesuje prywatne życie ludzi, z którymi pracuję i liczę na wzajemność. Zresztą prywatne życie ludzi poza pracą też mnie nie interesuje. Zdrowiej, spokojniej, nie zajmuję myśli nieistotnymi informacjami.

Poza tym pracujący weekend zleciał szybko. I trochę roboty było, i trochę luzu, było minęło. Piętnastego byłem na defiladzie i to była jedyna aktywność w długi weekend, resztę wolnego czasu spędziłem na spaniu i czytaniu książki. 

W czwartek graliśmy pierwszy mecz w czwartej rundzie eliminacji do Ligi Europejskiej z Sheriffem Tiraspol. By spokojnie czekać na rewanż należało wysoko wygrać. Chcieć to jedno, dalej zaczynają się schody. Fatalna gra, jednostajna i bez zęba. Zero przyspieszenia i walki o piłkę. Oczy krwawiły oglądając naszych kopaczy. Szok, jak można tak długo mieć taką chujową formę. Wynik 1:1 po asyście Hlouska i strzale Hamalainena z naszej strony i stracie bramki po jak zwykle błędach w kryciu moim zdaniem dyskwalifikują nas w rewanżu. A ten za tydzień w Naddniestrzu. W niedzielę zaś derby Mazowsza w Płocku. Choć po wczorajszej żenadzie, to chyba sobie po meczu spojrzę tylko na sam wynik, nie mam siły oglądać naszej gry. 

Oprawa na wczorajszym meczu poświęcona była karze trzydziestu pięciu tysięcy euro, które dostaliśmy za mecz z Astaną. Chociaż w uzasadnieniu podobno jest napisane, że wcale nie za oprawę z hitlersynem. Zdjęcie zajumałem z legionisci.com.

18sheriff1_f12
Przeczytałem drugi tom trylogii Kalinowskiego, czyli "Śmierć Frajerom. Złota Maska." Tym razem historia obejmuje lata 1925-1927, przez co jest nieco słabsza niż część pierwsza. Fabuła opiera się głównie na śledztwie warszawskiego psa mającym przyskrzynić głównego bohatera, czyli warszawskiego kasiarza, który z kolei chce już żyć normalnie. Akcję znów widzimy przez pryzmat różnego rodzaju historycznych wydarzeń, nie tylko warszawskich, choć przede wszystkim. Świetny jest rozdział o Zamachu Majowym 1926 roku, czy też wizyta na pierwszym ligowym meczu Legii z Warszawianką. Do tego oczywiście nielegalne interesy, kontakty, szemrane towarzystwo. Miałem nadzieję po pierwszym tomie, że bardziej rozbudowany zostanie wątek współpracy głównego bohatera z wywiadem, ale opiera się on jedynie na przyjaźni bohatera z oficerem tegoż wywiadu, co jedynie daje wrażenie ślizgania się po temacie. Śledztwo młodego śledczego doprowadza w ostateczności do tego, że nasz bohater musi wiać za ocean, o czym będzie opowiadał trzeci tom historii. Który to tom zakupię w momencie, gdy wyjdzie wydanie kieszonkowe, by mieć komplet. No i, gdy bohater nie szlaja się już po przedwojennych warszawskich ulicach i lokalach, ciekawość jest nieco mniejsza. A trzeba przyznać, że autor nieźle opisuje warszawskie życie codzienne w latach dwudziestych, smaczki, szczegóły, autentyczne wydarzenia, wszystko to czyta się z dużym zainteresowaniem. Nawet wątek miłosny - mimo że nudny - to przedstawiony z warsiawskiem fasonem tak że nie zniechęca.
Autor zaznaczył, że przygody Heńka Wcisły to tylko trylogia, ale pomyślałem, że w sumie można by ją ciągnąć w kolejnych tomach do czasów współczesnych. Wydarzeń w tym czasie przecież nie brakował. Lata trzydzieste były jeszcze bardziej szalone. I rozrywkowo i politycznie. Wątek wywiadu w momencie współpracy sowietów z hitlersynami też mógłby się pojawić. A później przecież Wrzesień i II Wojna Światowa, Konspiracja, Powstanie Warszawskie, komusza władza, '56, '68 i kolejne lata. Ciągle się coś działo i mimo, że prawdziwych Warszawiaków było coraz mniej, to przecież przygody chłopaka z Woli można byłoby wplątać bez problemu. Choć z drugiej strony mogłoby się okazać, że on, jego rodzina, przyjaciele i cała Wolska Ferajna zostali zamordowani na początku sierpnia 1944 roku. 

smierc-frajerom-zlota-maskaTeraz w czytaniu kilka dni przerwy, ale już zamówilem kolejne pozycje. Po pierwsze i najważniejsze "Ostatni Honorowy" Jacka Komudy, o którym pisałem jakiś czas temu. A po drugie - stwierdziwszy, że dawno nie cztałem opracowania dotyczącego jakiegoś danego epizodu II Wojny Światowej - wybrałem dosyć fragmentarycznie znany mi temat, czyli "Werwolf. Brunatni pogrobowcy Hitlera" Perry'ego Biddiscombe. Zobaczymy, jak temat opisał ten kanadyjski historyk. W ostateczności będę stratny dziesięć złotych z groszami, bo tyle mnie to będzie kosztowało w taniej księgarni. Komuda to raczej pewnik :).

trzy punkty

guciob

Wygraliśmy wczoraj z Piastem 3:1 po nieco lepszej grze niż ostatnio bywało. Szału oczywiście nie ma, ale i więcej się działo, i wpadły trzy bramki, i co najważniejsze również trzy punty. Zwłaszcza akcje bramkowe były godne oglądania. Nagy i Mączyński strzelali z dystansu, Guilherme po przechwycie i świetnej asyście Sadiku. Bramkę na 1:3 straciliśmy tuż przed końcem meczu i nie stwarzała ona żadnego zagrożenia dla wyniku. Takim mogła być bramka na 1:1, gdy po błędzie Dąbrowskiego piłkę z linii bramkowej wybijał Pazdan. Interwencja meczu co najmniej, bo 1:1 na piętnaście minut przed końcem mogła dać Piastowi punkt, a tak później szybko dwa gongi i do widzenia. 

Na meczu obecni byli Bohaterowie Powstania Warszawskiego, Sen o Warszawie oraz Mazurek Dąbrowskiego odegrane zostały przez orkiestrę wojskową, a na trybunach zawisł okolicznościowy transparent (za legia.com):

a10241502485469


W czwartek pierwszy mecz z Sheriffem Tiraspol o grę w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Może będzie mniejsza duchota niż wczoraj, bo nie szło wytrzymać nawet późnym wieczorem.

elegancko

guciob

Elegancko. Mam pracujący długi weekend. Teraz wolne i tak nie jest mi potrzebne, a przynajmniej zgromadzę sobie dni, które będą mi oddane i wezmę je razem z urlopem :). Do tego dzisiaj jeszcze na meczyk, więc wszystko szybko zleci. Grunt to dobre planowanie.

na bieżąco

guciob

Łeb mnie boli od nowych okularów. Ale to kwestia przyzwyczajenia oczu (właściwie jednego, lewego) do wyższych dioptrii. Przejdzie.

W pracy zapierdziel, bo sezon urlopowy w pełni i połowa składu na urlopie. Dobrze, że ja ciągle przed. Czytając książkę o Łokietku wpadł mi do głowy pomysł na krótki odpoczynek poza Warszawą, ale to kwestia organizacji i jednak odłożenia paru złotych. Zobaczymy.

Dobra środa w Pucharze Polski, w czapkę zarobiły Jagiellonia (1:2 z Zagłębiem), Lech (0:3 z Pogonią) i Lechia (0:1 z Bytovią), czyli druga, trzecia i czwarta drużyna ekstraklapy z ubiegłego sezonu. Miło. Zawsze to dla nas łatwiej. Dużej sztuki dokonał Lech, który tydzień po tygodniu odpadł z dwóch z trzech rozgrywek i może skupić się jedynie na lidze, co pewnie na dobre im wyjdzie. Mecze co tydzień, a nie co trzy dni, sielanka. My, jak pisałem, gramy dalej z Ruchem Zdzieszowice. 

Wykończą mnie te upały, w nocy spać nie mogę, w dzień duchota jeszcze większa. Ledwo żyje, to nie jest pogoda dla grubasów. Przynajmniej sobie na spokojnie mogę poczytać. W planach już kupno kolejnej książki. Miałem tego nie robić, ale opis mnie mocno zaciekawił:

Powieść oparta jest na autentycznych wydarzeniach, które rozegrały się w latach 80 i 90 ubiegłego stulecia.Imiona i nazwiska bohaterów zostały zmienione.
Kuba Błażyk obiecujący szablista warszawskiej Legii bierze udział w Spartakiadzie w bratnim NRD. Walczy dobrze, nawet za dobrze. Jest połowa lat 80 tych, a jego przeciwnik Rosjanin nie może przegrać. Decyzja sędziego i rozgoryczenie pchnie go w łapy bardzo niebezpiecznych ludzi. Na zachodzie arystokraci mają specyficzne potrzeby i wyszukane rozrywki. Lubią oglądać krew, najlepiej upuszczoną bronią białą. (...)


Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Prędzej, czy później ją zakupię. 

© dzień za dniem
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci